Miłosz, Czesław: Ars poetica? (Ars poetica? in Hungarian)

Portre of Miłosz, Czesław

Ars poetica? (Polish)


Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,
która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą
i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,
autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,
więc mrugamy oczami, jakby wyskocrył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion,
choć przesadza się utrzymując; że jest na pewno aniołem.
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem języków,
a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

Ponieważ co chorobliwe jest dzisiaj cenione,
ktoś może myśleć, że tylko żartuję
albo że wynalazłem jeszcze jeden sposób
żeby wychwalać Sztukę z pomocą ironii.

Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki
pomagające znosić ból oraz nieszczęście.
To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc
dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki.

A przecie świat jest inny niż się nam wydaje
i my jesteśmy inni niż w naszym bredzeniu.
Ludzie więc zachowują milczącą uczciwość,
tak zyskując szacunek krewnych i sąsiadów.

Ten pożytek z poezji, że nam przypomina
jak trudno jest pozostać tą samą osobą,
bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza
a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

Co tutaj opowiadam, poezją, zgoda, nie jest.
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.



PublisherCzytelnik, Warszawa
Source of the quotationCzesław Miłosz: Poezje, p. 337–338.

Ars poetica? (Hungarian)


Mindig tágas, laza formákra vágytam,
ne legyen túl költészet, se túl próza,
a megértést szolgálja, senkit se téve ki,
se szerzőt, se olvasót, fennköltebb gyötrelemnek.

A költészet mélyén ott a szégyen:
fakad valami belőlünk, s nem tudtuk, hogy bennünk honol,
pislogunk, mintha tigris ugrott volna ki jobbkezünkből
s megállna fényben, farkával csapkodva oldalát.

Joggal mondják ezért, hogy a verset démon diktálja,
túlzás, hogy égi angyal.
Bajos megérteni, honnét a költők gőgje,
ha szégyellik, hogy démonuk kilátszik.

Melyik észlény óhajtana lakóhelyévé válni démonoknak,
kik benne otthonosan mozognak, ezerféle nyelvet beszélnek,
s az sem elég, hogy száját s kezét ellopják,
maguk kedvére akarják alakítani végzetét.

Mivel korunkban a betegeset értékelik,
valaki azt hiheti, tréfálok csupán,
kitaláltam mégegy módot,
hogy a művészeten ironizáljak.

Hajdan a bölcs könyveket szerették,
ezek segítettek elviselni a kínt, a kudarcot.
Merőben más, mint belémerülni
a bolondházból származó megannyi műalkotásba.

De a világ más, mint amilyennek mutatkozik,
és mink is mások vagyunk, mint lázálmainkban.
Az emberek megőrzik hallgatag tisztességüket,
rokonság-szomszédság megbecsülését.

A költészet haszna, hogy eszünkbe hozza,
míly nehéz megmaradnunk ugyanazon személynek,
mert házunk nyitva, nincs kulcs,
láthatatlan vendégek járnak be-ki.

Amit itt dadogok, nem költészet.
Verset írni csak ritkán s kelletlen szabad,
elbírhatatlan kényszer alatt, abban a reményben,
hogy jó és nem rossz szellemek eszközei vagyunk.



PublisherEurópa Könyvkiadó, Budapest
Source of the quotationCzesław Miłosz: Múzsáim palotája, p. 117–118.

minimap